mobile

Joanna Jędrusik. Pani od Tindera

O tym, czego ludzie szukają na Tinderze, kogo można tam spotkać i o tym, czy łatwiej jest zapoznać kogoś przez internet niż w realnym świecie, rozmawiałam z Joanną Jędrusik, autorką książki „50 twarzy Tindera”.

 

Redakcja/ fot. Jakub Szafrański/Krytyka Polityczna
Joanna Jędrusik. Pani od Tindera

Asiu, najpierw były randki, a dopiero później książka. Co skłoniło Cię do rejestracji na Tinderze?

 

To samo, co wszystkich innych użytkowników, czyli chęć spotkania jakiejś ciekawej osoby.

 

Jakich mężczyzn można tam spotkać? Co według Ciebie mają na celu, czego szukają?

 

Jeśli chodzi o motywację, to koło 20% szuka tam seksu, koło 20% ma aplikację tylko po to żeby przewijać i się parować. I nic z tym nie robi, nawet nie wchodzi w interakcję, nie konwersuje. Chcą zobaczyć, że jakaś fajna laska ich przewinęła w prawo, są z nią w parze i to im wystarczy. No i jest 60%, które szuka kogoś na krócej, dłużej czy stałe. Kogoś z kim się można pospotykać albo kogoś, z kim się można związać.

 

Czyli obalasz teorię, że Tinder służy tylko do szukania kogoś na jedną noc?

 

Tak. W ogóle Tinder jest strasznie atakowany. Jest postrzegany jako aplikacja, przez którą ludzie umawiają się na seks. Przy czym ja staram się zawsze zaznaczyć, że nie ma nic złego w umawianiu się na seks. To nie jest nasza norma społeczna, zwłaszcza, kiedy kobiety to robią otwarcie, ale trochę obyczaje poszły do przodu i może trochę demonizujemy takie umawianie. Jeśli niektórzy mają luksus nie angażowania się i mogą używać Tindera tylko po to, to czemu nie?

 

Co Cię najbardziej zaskoczyło podczas korzystania z aplikacji? Czego się w ogóle nie spodziewałaś?

 

To, jak wiele osób, które spotykałam na Tinderze ma problemy emocjonalne, psychiczne, osobowościowe. Wielu facetów chodziło na terapie, brało leki. Na tyle się to rzucało w oczy i na tyle oni otwarcie o tym mówili, że pokazało to skalę tego zjawiska. To było dość szokujące, smutne i zaskakujące zarazem.

 

Myślisz, że Tinder był dla nich jakimś rodzajem terapii?

 

Tinder nie zastąpi oczywiście terapii, ale myślę, że na pewno byli samotni. To wspólna cecha właściwie wszystkich ludzi, którzy korzystają z Tindera. Nie bardzo sobie wyobrażam żeby jakaś inna motywacja była ważniejsza. Nawet jeśli Tinder nie pomoże komuś w depresji, to przynajmniej dostarczy mu towarzystwa.

 

Myślisz, że łatwiej jest znaleźć kogoś na Tinderze niż w realnym świecie?

 

Tak, dlatego, że jesteśmy w stanie na spokojnie przejrzeć profile, dowiedzieć się czegoś, czego byśmy nie usłyszeli od razu. Możemy dokonać selekcji, bo ludzie mniej lub bardziej konkretnie piszą o swoich zainteresowaniach, o tym, czego szukają. Dodatkowo wiele osób, ze mną na czele, nie ma po prostu śmiałości podchodzić do innych osób i zaczynać rozmowy.

 

Umawiając się przez aplikację, spotykamy się z zupełnie obcymi ludźmi. Czy były sytuacje niebezpieczne?

 

Nie, nie było takich sytuacji. Zdarzają się dziwni ludzie, ale nie przypominam sobie, bym bała się o swoje życie. Osoby poznane na przykład w klubie są bardziej obce, mniej pewne. Na Tinderze nie umawiamy się aż tak spontanicznie.

 

A czy spotkałaś się z odrzuceniem? Mam na myśli sytuacje, gdy przychodzi się na randkę i w pierwszych jej chwilach mężczyzna stwierdza, że to nie to, że spodziewał się kogoś innego?

 

To też mi się nie zdarzyło. Myślę, że faceci w ogóle kiepsko komunikują coś takiego. Nie mają problemu żeby po spotkaniu nie zadzwonić, nie odpisać, mają za to problem z tym, żeby powiedzieć „Słuchaj, spoko, ale nie jesteś w moim typie”, co ja starałam się robić. Wymaga to wysiłku i nie jest to komfortowe, w związku z tym nawet jeśli faceci czuli coś takiego, to nie zdobywali się na odwagę, by to powiedzieć. A to,że ktoś nie dzwonił albo nie chciał się umówić na kolejną randkę, to normalne i to się czasem zdarzało.

 

Ile było tych randek z Tindera?

 

Przez cztery lata trochę tego było, ale nie jestem w stanie tego policzyć. Nawet nie próbuję. Zawsze powtarzam, że prawdopodobnie trzy razy mniej, niż inni sobie wyobrażają. Były takie momenty, gdy intensywniej korzystałam z Tindera i co drugi, trzeci dzień z kimś się spotykałam, a były takie, kiedy raz w miesiącu.

 

W tym momencie jeszcze korzystasz z aplikacji? Masz ją zainstalowaną?

 

Mam zainstalowaną aplikację, by wiedzieć jak wygląda. Piszę o niej książki, artykuły, więc muszę być na bieżąco, ale od dosyć dawna nie korzystam, po prostu mi się znudziła.

 

Wielokrotnie wspominałaś w książce, że Tinder jest uzależnieniem. Myślisz, że wrócisz do niego?

 

Po napisaniu książki nie wrócę z bardzo prostego powodu – czułabym się niewłaściwie i nieszczerze, gdybym korzystała z Tindera, wiedząc o tym, że to jest coś, co mogę kiedyś wykorzystać albo ktoś może się spodziewać, że tak zrobię. Nie budziłoby to entuzjazmu, gdybym na pytanie czym się zajmuje, odpowiedziała, że piszę reportaż o Tinderze. Wątpię, by takie spotkanie potrwało długo, nawet gdyby nie miało na celu zbierania materiału.

 

Czy po wydaniu książki skontaktował się z Tobą któryś z opisanych przez Ciebie mężczyzn?

 

Nie, bo raczej Ci, którzy byli opisani jako bohaterowie pozytywni, a było ich całkiem sporo, wiedzieli o tym, że zostaną opisani. Nawet zapytałam ich jak chcą się nazywać w książce, bo zmieniłam oczywiście wszystkim personalia. Jeden z bohaterów opisanych raczej negatywnie napisał do mnie, że dziękuje za zmianę imienia. Być może doszło do kogoś, ale nie wywołało żadnych kontrowersji. Ja też pisałam w taki sposób, żeby nikogo nie dało się zidentyfikować. Zmieniałam drobne szczegóły, by nie robić komuś nieprzyjemności, by nie byli go w stanie rozpoznać znajomi.

 

50 twarzy Tindera” to książka dosyć odważna. Opisujesz w niej swoje przeżycia emocjonalne, ale też seksualne. I nie opisujesz tego anonimowo. Nie bałaś się hejtu ze strony pewnej grupy czytelników lub np. niezbyt przychylnych opinii ze strony rodziny, byłych współpracowników?

 

Rodzinę poprosiłam, by tego nie czytali. Bardzo mnie wspierają i chyba się im na razie udało nie przeczytać albo się nie przyznają, więc z ich strony nie mam się na szczęście czym przejmować. Jeśli chodzi o byłych współpracowników, to zareagowali bardzo miło. Wysyłali wiadomości, przychodzili na spotkania, gratulowali książki. Jeśli chodzi o hejt internetowy od nieznajomych, to niezależnie od tego co zrobisz, to on będzie. Nawet wtedy, gdy byłaby to książka tylko o emocjach i nie byłoby w niej grama seksu. Staram się w ogóle o tym nie myśleć.

 

Skąd pomysł na książkę „50 twarzy Tindera”? Jaki był jej cel?

 

W związku z tym, że mam fanpage (Swipe me to the end of love), Tinderem zainteresowałam się bardziej, niż tylko przewijanie w lewo, w prawo i umawianie się na randki. Mój znajomy, któremu opowiadałam o spotkaniach, ale też bardziej merytorycznie rozmawialiśmy o Tinderze, zaproponował bym napisała o tym książkę. Bo to ciekawe, bo to potrzebne, bo to ważne, bo z Tindera korzysta bardzo dużo ludzi. W Polsce z aplikacji randkowych korzysta mniej więcej milion osób. Ta liczba stale rośnie. To bardzo ważne zjawisko, które dotyczy właściwie prawie wszystkich. A książka jest nie tylko o Tinderze, ale o relacjach w ogóle.

Czy korzystałaś, chociaż na próbę, z innych aplikacji czy portali randkowych?

 

Zainstalowałam je, żeby zobaczyć jak wyglądają, ale nie mogę powiedzieć, że korzystałam z nich tak, jak korzystałam z Tindera.

 

Więc co spowodowało, że wybrałaś właśnie Tindera?

 

Na pewno prostota. We wszystkich innych aplikacjach proces tworzenia profilu wymaga dużo czasu. Trzeba zaznaczać wiele opcji, odpowiadać na wiele pytań, by się dopasować. Tinder jest natomiast bardziej okrojony. Dla jednych może być to wada, a dla mnie to była zaleta.

 

Masz w planach kolejną książkę?

 

Tak, planuję. Również będzie o relacjach i Tinderze, ale tym razem z trochę innej strony.

 

Życzę zatem powodzenia i dziękuję za rozmowę.

KOMENTARZE

aktualności

REKLAMA
więcej z działu aktualności
REKLAMA

sport

więcej z działu sport

kultura i rozrywka

więcej z działu kultura i rozrywka

Drogi i Komunikacja

więcej z działu Drogi i Komunikacja

KONKURSY

więcej z działu KONKURSY

Sponsorowane

więcej z działu Sponsorowane

kulinaria

więcej z działu kulinaria

Zdrowie i Uroda

więcej z działu Zdrowie i Uroda