mobile
REKLAMA

Kolejna odsłona cyklu „Seans z bohaterką”

Narodowy Instytut Audiowizualny kontynuuje program filmowy poświęcony kobietom w polskiej kinematografii. Tym razem na tapetę wzięto kontrowersyjną produkcję „Szatan kazał tańczyć”, która po premierze spotkała się z przygniatającą krytyką. Czy słusznie?  O tym widzowie mogli porozmawiać z reżyserką  obrazu Katarzyną Rosłaniec.

Adam Kutryba
Kolejna odsłona cyklu „Seans z bohaterką”

Narodowy Instytut Audiowizualny kontynuuje program filmowy poświęcony kobietom w polskiej kinematografii. Tym razem na tapetę wzięto kontrowersyjną produkcję „Szatan kazał tańczyć”, który po premierze spotkał się z przygniatającą krytyką. Czy słusznie?  O tym widzowie mogli porozmawiać z reżyserką  obrazu Katarzyną Rosłaniec.

„Szatan kazał tańczyć” to film, od którego zdecydowanie można się odbić. Poprzez swoją specyficzną konstrukcję sprawia wrażenie, że bardziej pasuje do galerii sztuki nowoczesnej, niż do sali kinowej. Sprawdziłby się jako performance, a nie tylko dzieło filmowe. Obraz z Magdą Berus w roli w głównej z pewnością nie trafi do każdego odbiorcy, ale jest interesującym tematem rozważań i dyskusji, co sprawiło, że wieczór w sali „Ziemia Obiecana” Filmoteki Narodowej był interesujący.

Filmowy eksperyment

 „Instagramowy, narracyjnie nieciągły kalejdoskop 54 scen z życia dziewczyny, pisarki po debiucie, która chce się zabawić na śmierć, a przy okazji wszystko to spisać”. Ten krótki opis zamieszczony na stronie NinA trafnie charakteryzuje film Katarzyny Rosłaniec, w którym ciągłość fabularna praktycznie nie istnieje. Scenariusz odrzuca ciąg przyczynowo-skutkowy i proponuje sceny wycięte z życia dwudziestosiedmiolatki, które według napisów początkowych opowiadają tą samą historię, niezależnie od kolejności i ich ułożenia.

Zdaniem reżyserki, z którą rozmawiała kuratorka cyklu Monika Talarczyk, układanie tego filmu w głowie jest częścią zabawy. Co ciekawe, specjalnie w tym celu powstała nawet aplikacja, pozwalająca właśnie na uporządkowanie scen w wybranej przez widza chronologii zdarzeń. Zaskakująca jest także koncepcja wizualna filmu. Każdej sekwencji przypisano kolor dominujący. Rosłaniec w poszczególnych  ujęciach kładzie nacisk na ekspozycję sześciu kolorów Kostki Rubika, będących zarazem kolorami czakr. Sceny z wyraźnie przebijającym kolorem czerwonym nawiązują do sfery cielesności, wszystkiego co fizyczne. Ujęcia utrzymane w pomarańczowej tonacji dotyczą seksualności. Barwa żółta stanowi nawiązanie do ego, zielona obrazuje relacje międzyludzkie, niebieska wyraża komunikację jednostki ze światem, a biała odnosi się wymiaru duchowego.

Dziewczyński smutek

Bohaterka „Szatan kazał tańczyć” jest postacią niejednoznaczną. „Wycisza” swoją moralność i korzysta z wszelkich przyjemności bez umiaru, co w oczach niektórych widzów zasługuje na potępienie. Usprawiedliwia ją jednak reżyserka.

- Jest inna logika życiowa, która pozwala w pewnym momencie na eksperyment.  (…) Film bierze w obronę styl życia, w którym możesz się mylić. (…) Ułożenie życiowe jest dopiero przed główną bohaterką. Gdy jej się poukłada to będzie za tym stało doświadczenie, które ona wypracowała z bliznami na własnym ciele, a nie zasłyszała od kogoś innego – mówi o filmowej Karolinie Katarzyna Rosłaniec. - Zaobserwowałam, że dużo ludzi żyje nie myśląc o konsekwencjach. Są skupieni na sobie. Nieważne jest dla nich, co z tego będzie. Żyją chwilą. Tylko to do niczego nie prowadzi. Gwarantuje jedynie pustkę i to właśnie pokazuje film - pustkę dziewczyny. Ona do niczego nie dąży. Nigdzie nie idzie. Nic nie ma.

Główna bohaterka to w głebu diuszy zwykła, przestraszona dziewczyna, która nie posiada marzeń i nikogo, komu mogłaby zaufać. Czasami jest po prostu bezsilna. Według kuratorki cyklu taka niemoc cechuje sporą część młodego pokolenia.

- Dziewczyny chcą dystansować się od modelu piękna jaki narzuca moda kosmetyka itd. Czyli tak jakby dzisiaj odeszły już od Girl Power, w stronę takiej emancypacji, która nie jest oparta na poczuciu siły. Tak jakby młodsze pokolenie feministyczne powiedziało starszemu pokoleniu feministycznemu „wasza pierwsza, druga, trzecia fala są zbyt wymagające. My nie dajemy rady być tak silne jak Wy, matki feminizmu. Wobec tego pokażemy nasz dziewczęcy smutek". Karolina z całą ferią rozmazanych makijaży i życia na krawędzi jak najbardziej się w tą teorię dziewczyńskiego smutku wpisuje – argumentuje Talarczyk.

„W Internecie nadajemy dla samych siebie”

Główna bohaterka swój smutek zwiastuje światu za pomocą mediów społecznościowych. Nieustannie publikuje swoje zdjęcia na Instagramie, licząc na to, że wywoła to zainteresowanie jej problemem i może nawet przyniesie jej pomoc. Jednak komunikacja w rzeczywistości wirtualnej, tak dla nas powszechna, powoduje rozmycie przekazu. Obecnie więcej jest nadawców kultury, niż jej odbiorców. Niezwykle liczne fotografie, czy wyznania pojawiają się w sieci na każdym kroku. Są  cyfrową codziennością, obok której przechodzimy (przeklikamy) obojętnie.

- To, że tak bardzo pokazujemy światu smutek i problemy, siedząc przed komputerem prowadzi do tego, że pokazujemy swoje emocje nikomu. Gdybyśmy rozmawiali o smutku z drugim człowiekiem, twarzą w twarz, mogłoby to coś dać, a takie puszczanie smutku w wirtualną pustkę nic nie daje. (…) Ludziom się tylko wydaje, że ich zwierzenia w Internecie ktoś ogląda. Tymczasem tak naprawdę nikt tego nie dostrzega. Każdy zorientowany jest na pokazywanie, a nie na oglądanie. Skupiony jest, żeby sobie zrobić zdjęcie, a nie obejrzeć kogoś zdjęcie. Jeżeli tych problemów w Internecie jest tyle to jak ktoś się ma tym przejąć. Jeśli każdy ma problem to po prostu zaczynasz przymykać na to oko. To Cię nie obchodzi. Natomiast jeśli powiesz komuś o tym osobiście to ten ktoś się przejmie. (…) W Internecie nadajemy dla samych siebie. Wysyłamy sygnał w przestrzeń, w kosmos. Komunikat nigdzie nie trafia, bo wszyscy nadają – argumentuje Rosłaniec.

Przygniatająca krytyka

„Szatan kazał tańczyć” spotkał się z bardzo negatywnym odbiorem. Na portalu mediakrytyk.pl zbierającym opinie polskich recenzentów film otrzymał jedynie 14% pozytywnych recenzji. Krytycy przyznali mu średnio 3,5 punktu na 10 możliwych. Także zdecydowana większość widzów uznała obraz za fatalny. Monika Talarczyk próbowała nakłonić reżyserkę do podzielenia się z widzami opinią, dlaczego jej film został tak źle przyjęty. Kuratorka zwracała uwagę na to, że w poprzednich dziełach Rosłaniec („Galeriankach” i „Bejbi Blues”) można było dokonywać jednoznacznych ocen moralnych. Wiadomo było jak odnieść się do przedstawianych historii. Tymczasem w  „Szatan kazał tańczyć” jest inaczej.

- W Szatanie jest dwuznaczność.(…) A ludzie potrzebują jednoznaczności. Potrzebują wiedzieć o czym dokładnie jest film. Dwuznaczność jest wykluczona. (…) Byłam znudzona historiami w kinie, które mają swój wyraźnie zaznaczony początek i koniec. Dzisiejsze filmy są najczęściej do siebie zbliżone, mają podobny przebieg. Niby ludzie szukają rzeczy, które są nieoczywiste, czy inne, ale okazuję się, że nie. Jeśli film nie ma oczywistej, klasycznej fabuły to jest źle przyjmowany. Powiedziano mi wiele razy, że fabuła nie musi być poukładana w sposób książkowy, ale jednak musi znaleźć się w scenariuszu. Takich rzeczy, które ja zrobiłam, jak widać według niektórych nie wolno robić, a temat musi mieć przesłanie – wyjaśnia Rosłaniec.

Czy kobiety w zawodach filmowych mają takie same prawa jak mężczyźni?

W przypadku „Seansu z bohaterką” ważne są nie tylko postacie na ekranie. Cykl organizowany jest na 100-lecie niepodległości, ale ma także upamiętniać setną rocznicę uzyskania przez Polki praw wyborczych. M.in. dlatego bohaterką spotkań są również panie stojące za kamerą i ich doświadczenia. Monika Talarczyk podkreślała, że w środowisku filmowym słychać głosy, według których kobiety w kinematografii są w stanie zdobywać góry, jednak wspinają się na szczyt na obcasach i z dzieckiem na barkach. Jaki jest jej pogląd Katarzyny Rosłaniec na kwestie równouprawnienia w zawodach filmowych? Czy to dziedzina, w której dalej nie ma równości?

- Nigdy do tej pory na bieżąco o tym nie myślałam. Takie tematy nawet mi nie przychodziły do głowy, ale mój kolega po tym jak zrealizowałam film „Szatan, który kazał tańczyć”, powiedział: „Kasia, jakby ten film zrobił chłopak, o chłopaku, to wszyscy by go bardzo dobrze przyjęli. Ty opowiedziałaś o dziewczynie i jej płeć powoduje efekt wyparcia, szczególnie, że film jest zrobiony przez dziewczynę”. Nie wiem czy to jest prawda, ale ten kolega mnie przekonywał, że tak właśnie było. Myślisz, że to prawda? – spytała kuratorkę cyklu Rosłaniec.

Po krótkiej, ale jakże wymownej pauzie redaktorka odpowiedziała „tak”, co tylko podkreśla jak ważne jest organizowanie takich wydarzeń jak „Seans z bohaterką”.

Adam Kutryba

KOMENTARZE

aktualności

REKLAMA
więcej z działu aktualności
REKLAMA

sport

więcej z działu sport

kultura i rozrywka

więcej z działu kultura i rozrywka

Drogi i Komunikacja

więcej z działu Drogi i Komunikacja

KONKURSY

więcej z działu KONKURSY

Sponsorowane

więcej z działu Sponsorowane

kulinaria

więcej z działu kulinaria

Zdrowie Kobieta Dziecko

więcej z działu Zdrowie Kobieta Dziecko