mobile

Legii z Sandecją męczarnie

6:0 w meczu z mistrzem Finlandii było wynikiem słabości Skandynawów, a nie wielkości warszawskiej drużyny. W dzisiejszym meczu Legia miała coś do udowodnienia.

Robert Dzięgielewski
Legii z Sandecją męczarnie

Rzecznik prasowy Sandecji  kokietował  przed meczem, że Legia to bez wątpienia jeden z najtrudniejszych rywali w całej lidze. Póki co wyniki za nią nie przemawiają, ale jest to na tyle poukładana drużyna, że w każdej chwili może "odpalić". Dlatego nasi piłkarze muszą być skupieni od pierwszej do ostatniej minuty meczu. Osobiście wierzę, że tak będzie i z Warszawy wywieziemy korzystny rezultat. Dotychczasowy dorobek drużyny  w  najwyższej klasie rozgrywek to dwa bezbramkowe remisy. W Pucharze Polski  Sandecja rozbiła trzecioligową Wartę Sieradz, 5:1, a bramki strzelali Filip Piszczek, Maciej Korzym, zatem można zakładać, że beniaminek przyjechał do stolicy po zwycięstwo i w doskonałych humorach.

Powodów do radości nie może mieć Legia. Na grę z meczu z Sandecją nie mieli szans kontuzjowani  Miroslav Radović i Tomasz Jodłowiec,  w tym sezonie Legia wygrała tylko z amatorami z Finlandii,  przegrała z Górnikiem Zabrze, mistrzem Kazachstanu i zremisowała z Koroną Kielce. Jacek Magiera dzień przed meczem zapowiadał: To ważny mecz dla nas. Muszę podjąć trafne decyzję, aby ci, którzy wyjdą na boisko, wygrali.(…) Liczę, że jutro chłopaki pokażą, że mają charakter i że chcą dalej reprezentować barwy Legii Warszawa. Z pewnością kibice zebrani na Pepsi Arenie liczyli na to samo. Oni zawsze oczekują od swoich ulubieńców przekonujących zwycięstw i dominacji na boisku, zwłaszcza w zawodach z absolutnym debiutantem w Ekstraklasie.

Wymiana uprzejmości między kibicami zaczęła się podczas odczytywania składów drużyn,. Przeraźliwe gwizdy rozległy się, gdy spiker zapowiadał zawodników gości, ci nie pozostali dłużni, gdy ogłaszano skład wojskowych. Atmosfera była równie gorąca jak temperatura powietrza, a to był upalny lipcowy dzień. Jeśli ktoś liczył, że atmosfera między kibicami beniaminka, a mistrzów Polski będzie letnia, ten się przeliczył.

Młyn gości nie ustawał robieniu hałasu. Pierwszy gwizdek sędziego i Sandecja rozpoczęła mecz. Przez pierwsze minuty goręcej było na trybunach niż na boisku. W 8 minucie pierwsze ostrzeżenie od arbitra otrzymuje zawodnik biało-czarnych Bartłomiej Kasprzak. Chwilę później piłka przelatuje w poprzek pola karnego Legii po dośrodkowaniu gracza Sandecji, aby  po chwili… przelecieć z powrotem w drugą stoną, na szczęście tym razem wybił ją Pazdan. Goście grali bez kompleksów i po pierwszym kwadransie to pod bramką wojskowych było więcej groźnych sytuacji.

W 24 minucie czerwoną kartką został ukarany Grzegorz Baran, wszyscy na trybunach spodziewali się, że przewaga w ilości zawodników szybko zmieni mecz w festiwal strzelecki, jednak wojskowi - mimo zamknięcia przeciwników na ich połowie boiska - nie potrafili zdobyć bramki. Wymieniali dużo podań w poprzek boiska, jakby bali się nadziać na kontrę. W wysokości trybun nie było widać, że to mistrz Polski gra z drużyną, która po raz pierwszy w swojej historii gra w Ekstraklasie, dodatkowo osłabionej brakiem jednego zawodnika.

Na 5 minut przed końcem pierwszej połowy kibice Legii łapali się za głowy obserwując anemiczną grę swojej drużyny w ataku pozycyjnym. Wydawało się, że zawodnicy z elką w kółeczku na koszulkach chcieliby ten mecz wygrać na stojąco. Gdyby o wyniku decydował czas posiadania piłki, warszawianie wygrali by w cuglach. Niestety nie o to chodzi i pierwsza połowa zakończyła się remisem.

W długiej połowie obraz gry się nie odmienił. Legia anemiczna atakowała, a Sandecja z wigorem się broniła i jeszcze pozwalała sobie na wypady pod pole karne legionistów. Wojskowi grali tak źle, że na miejscu gości płacących tysiące złotych za lożę VIP, poprosilibyśmy o zwrot pieniędzy. To były słabe zawody. Pojawienie się Guilherme nic nie zmieniło. W 68 minucie fani Legii zaczęli zdejmować flagi z ogrodzenia „Żylety”, a na boisku pojawił się Kasper Hamalainen, który 5 minut później strzałem po ziemi tuż przy słupku pokonał bramkarza Sandecji. W tym momencie na „Żylecie” pojawiła się zdobyczna flaga biało-czarnych i nikt już nie patrzył na boisko. Kibice Sandecji oszaleli z wściekłości i zaatakowali bramkę prowadzącą do sektora buforowego. Na odpowiedź służb porządkowych nie trzeba było długo czekać. Szybko ostudzono gorące głowy gości z Nowego Sącza. Gdy przywrócono porządek w ich sektorze, na „Żylecie” podpalono flagę Sandecji. Po drugiej stronie trybun zapadła grobowa cisza.


Druga bramka dla Legii padła w doliczonym czasie gry. Michał Kucharczyk z ostrego kąta wpakował piłkę do bramki. To co miało i powinno być spacerkiem, było męczarnią. Legia po odejściu Odjidji-Ofoe nie jest tą samą drużyną, która wygrała ligę w zeszłym sezonie i było to widać na boisku. Męki mistrzów Polski w  meczu z osłabionym debiutantem były tego najlepszym dowodem. Dobrze jednak, że 3 punkty zostały przy Łazienkowskiej. Trener Jacek Magiera musi potrząsnąć tą drużyną, bo nadchodzi batalia o Ligę Mistrzów. Legia udowodniła w tym sezonie, że potrafi ograc słabe IFK Mariehamn 6:0 i osłabioną Sandecję 2:0. Czy to wytarczy na przejście FK Astana?

KOMENTARZE

aktualności

REKLAMA
więcej z działu aktualności
REKLAMA

sport

więcej z działu sport

kultura i rozrywka

więcej z działu kultura i rozrywka

Drogi i Komunikacja

więcej z działu Drogi i Komunikacja

KONKURSY

więcej z działu KONKURSY

Sponsorowane

więcej z działu Sponsorowane

kulinaria

więcej z działu kulinaria

Zdrowie Kobieta Dziecko

więcej z działu Zdrowie Kobieta Dziecko