mobile
REKLAMA

Nieznane oblicze Żoliborza

Wyobraźmy sobie obskurne, parterowe baraki. Wśród nich wznosi się przykry zapach smoły, podobny do tego, jaki czujemy latem w okolicach torów kolejowych. Te prowizoryczne domostwa stoją w błocie, bardzo blisko siebie. Wśród nędznych drewnianych chałup wolno przemieszczają się zgarbione staruszki i kulawi bezrobotni mężczyźni. Czasem przebiegnie grupka obdartych urwisów... Do jakiej części Warszawy okresu międzywojnia, pasuje ten opis? Odpowiemy, że do Pragi, Czerniakowa, Targówka lub Woli. Do tej listy dodajmy sobie jeszcze Żoliborz.

Cezary Jaszczyk
TAGI
Nieznane oblicze Żoliborza

Żoliborz od lat kojarzy się z zamożniejszą częścią stolicy. Dzielnica w zbiorowej świadomości, nie tylko warszawiaków, to perełka modernizmu, enklawa inteligenckiej Warszawy, elitarne osiedla  dla oficerów, dziennikarzy, artystów. Życie na Żoliborzu pełne jest miejskiej wygody wśród parków, alejek, funkcjonalnych dużych placów i szerokich ulic między szpalerami drzew. Jeszcze 73 lata temu ta część Warszawy potrafiła zaskoczyć swoją inną, biedniejszą twarzą.
Skąd te baraki?
Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, do reanimowanej stolicy, przybywały tłumy repatriantów ze wschodu, zdemobilizowanych żołnierzy i byłych jeńców wojennych. Miasto nie było w stanie zagwarantować wszystkim przybyszom godnego życia. W efekcie niedostatku pracy i kryzysu gospodarczego młodego państwa, Warszawa zaczęła borykać się z nowym problemem - falą bezdomności. Stale pogarszająca się sytuacja najniżej sytuowanej warstwy mieszkańców, zmusiła władze miejskie do utworzenia schroniska dla bezdomnych, zaadaptowano do tego celu szopy znajdujące się na tyłach Dworca Gdańskiego. Były to tzw. baraki tyfusowe - dawniej należące do Komitetu Walki z Epidemiami.
Już w lipcu 1923 roku do 4 blaszanych baraków sprowadzono pierwszych bezdomnych. Opiekę nad obozowiskiem objął Polski Czerwony Krzyż. Bardzo szybko okazało się, że potrzebujących jest znacznie więcej niż miejsc. Czasowym rozwiązaniem tego problemu miało być ustawienie rządu namiotów równolegle do baraków. Schronisko początkowo stało w pustym polu. Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa dopiero rozpoczynała budowę słynnych żoliborskich osiedli. Można więc powiedzieć, że równocześnie zaczęły rozwijać się dwa Żoliborze. Jeden biedny, wśród piaskowych wydm, otoczony drutem kolczastym i drugi - inteligencki, na północ od torów kolejowych.
Rozwój obozu
Rok po rozpoczęciu działania, schronisko zamieszkiwało prawie pół tysiąca osób. Stale zwiększano liczbę baraków. Nowe były już drewniane. Stawiano je w równych odległościach wzdłuż prowizorycznych alejek. Tak w 1924 roku obozowisko opisywała Gazeta Warszawska "Baraki blaszane wyglądają jak stare pudła od konserw (...) Wewnątrz takiej blaszanki mieści się na przestrzeni  40 m. na 4 m. szerokości, siedem rodzin (...)Pod ścianami chłód cmentarny, ze szpar cieknie woda z topniejącego śniegu." Mimo rozbudowy, cały czas panował niedostatek miejsc. Wielu bezdomnych koczowało wtedy przed bramą obozu, pod gołym niebem. Należy zwrócić uwagę, że nie było to jedyne schronisko dla bezdomnych w Warszawie. W dwudziestoleciu działało ich aż 12. Sytuacja poprawiła się dopiero przed wybuchem wojny -  w 1939 roku ich liczba spadła do sześciu.
W 1928 roku magistrat, zarzucając PCK niegospodarność i brak zainteresowania losem podopiecznych, przejął całkowity zarząd nad schroniskiem. Do tego czasu "placówka" rozrosła się do pokaźnych rozmiarów. Składała się z 52 baraków! W połowie 1928 roku zamieszkiwały ją  4064 osoby.
Żoliborskie schronisko było miejscem szerzenia się patologii społecznej. W 1925 sytuację jego mieszkańców opisał Kurier Warszawski "Śpią razem - mężczyźni, kobiety, dziewczęta, dzieci. Suchotnicy ze zdrowymi (...) Są rodziny mające dzieci w wieku szkolnym, żyjące w atmosferze, gdzie uczucie wstydu należy już do przesądów (...) Ot, matka skarży się, że jej córkę 18-letnią dziewczynę pchnął współmieszkaniec tegoż kąta. (...) Zawodzi, iż złoczyńca może dziewczynę zamordować. Policja spisała protokół. Będzie sprawa. Tymczasem - złoczyńca z ofiarą muszą mieszkać razem."
Oliwy do ognia dolał Wielki Kryzys. Krach na giełdzie spowodował nową falę ubóstwa. W małych izbach baraków musiały pomieścić się także wielodzietne rodziny robotników, którzy stracili pracę. Liczba baraków wzrosła do 67, nie zaspokajały one jednak rosnącego "popytu". Zdesperowani ludzie nie mogąc znaleźć miejsca dla siebie w schronisku, rozpoczęli akcję dzikiej zabudowy wydm wokół niego. Biedacy stawiali lepianki, namioty i prowizoryczne budy. Wtedy właśnie dał się we znaki prawdziwy kontrast wielkomiejskiego życia. Obszarpane szałasy prezentowały się na tle nowych osiedli żoliborskich. W tym czasie (początek lat 30.) bezdomni stanowili grupę ponad 20 tys. warszawiaków.  W 1933 zaprzestano prac związanych z rozwojem schroniska. Liczba jego podopiecznych, do wybuchu wojny, oscylowała w granicach czterech tysięcy.
Czy coś po nich zostało?
Chcąc trafić w opisane wyżej miejsce powinniśmy udać się w kwartał ulic Felińskiego, Rydygiera, Zajączka i Boguckiego. Dziś po barakach nie ma jednak śladu. W ich miejscu stoi teraz osiedle mieszkaniowe i sklep "Biedronka". Baraki zostały doszczętnie spalone w czasie Powstania Warszawskiego w 1944 roku, najprawdopodobniej w czasie zaciętych walk na terenie pobliskiego Dworca Gdańskiego. Wszyscy jego mieszkańcy zostali wtedy wypędzeni przez Niemców.

KOMENTARZE

aktualności

REKLAMA
więcej z działu aktualności
REKLAMA

sport

więcej z działu sport

kultura i rozrywka

więcej z działu kultura i rozrywka

Drogi i Komunikacja

więcej z działu Drogi i Komunikacja

KONKURSY

więcej z działu KONKURSY

Sponsorowane

więcej z działu Sponsorowane

kulinaria

więcej z działu kulinaria

Zdrowie Kobieta Dziecko

więcej z działu Zdrowie Kobieta Dziecko