mobile
REKLAMA

Od małego dziecka w zrujnowanej Warszawie do honorowego prezesa klubu

O początkach istnienia, wzlotach i upadkach oraz nowych nadziejach najstarszego warszawskiego klubu piłkarskiego opowiadał Jerzy Piekarzewski.

Robert Dziegielewski
Od małego dziecka w zrujnowanej Warszawie do honorowego prezesa klubu

Chciałbym zapytać o przeszłość Polonii, dlaczego i przez kogo Polonia została przeklęta?

 

Komuniści nienawidzili Polonii. Po wojnie, 25. marca Polonia rozegrała pierwszy mecz w Parku Paderewskiego, 3:3 z Okęciem. Jeszcze strzały było słychać pod Berlinem. Zaczyna się tragedia powojennej Polonii. Niektórzy zawodnicy byli związani z Armią Krajową. Ja jestem wrogiem komuny.

 

Powstańcza karta klubu nie jest powszechnie znana.

 

Tu, na stadionie, na murawie, 12 chłopaków z batalionu „Zośka” zginęło podczas ataku na Dworzec Gdański. Kiedyś szedłem na spotkanie na Zamek Królewski, i przechodząc koło Podwala 23 założyłem szalik Polonii małemu powstańcowi. Policjant mnie zatrzymał i powiedział, że tak nie można. Pokazałem mu legitymację AK i wtedy mi pozwolił. Wracałem z powrotem z Wojtkiem Kozakiem, prezydentem Warszawy, patrzymy, a szalika już nie ma. Wtedy przyszedł mi do głowy pomysł na Turniej Małego Powstańca, to jest najpiękniejsza rzecz jaką stworzyłem w życiu. W tym roku będzie dziesiąta edycja.

 

Jak Pan trafił do Polonii?

 

Na Starym Mieście było sześć domów, tylko sześć! Na Muranowie jeden – szewc w nim był. Stało parę domów i wszyscy, który tu mieszkali, kibicowali, bądź grali w Polonii. Ja jako mały chłopak, zacząłem tu trenować boks, bo każdy musiał jakiś sport uprawiać, i jako maskotka jeździłem z piłkarzami. Przed konduktorem chowałem się pod ławką. Tak rozpoczęła się moja przygoda z Polonią. Od małego dziecka w zrujnowanej Warszawie do honorowego prezesa klubu.

 

Jak to było z tym patronatem milicji nad Polonią?

 

W latach 70. wezwał mnie do siebie Kempa, I sekretarz Komitetu Warszawskiego PZPR, kazał mi podpisać przejęcie przez Gwardię Polonii. Milicyjny klub miał wtedy boks w pierwszej lidze, piłkę w pierwszej lidze i koszykówkę w pierwszej lidze. Środki finansowe nieporównywalnie większe od naszych możliwości. Zawodnicy Gwardii dostawali mieszkania na Saskiej Kępie, ten klub byłby potęgą. Odpowiedziałem, że tego nie podpiszę, bo musiałbym uciekać z Warszawy.

 

I co się dzieje dalej?
 

Zostaliśmy przy resorcie kolei. Narzekaliśmy, że jest źle, ale przynajmniej nie płaciliśmy za obiekt, a dzisiaj ten stadion nawet nie jest nasz. W 1928 roku dostaliśmy teren, a dziś najstarszy klub w Warszawie nie ma swojego boiska. Głodem nas chcieli wziąć, ludzie z miasta zabrali nawet dozorcy wózek. Teraz musimy pisać podanie, jak chcemy grać. Nie mamy swojego obiektu! Ja myślałem, że jak komuna upadnie w Polsce to nastąpi normalność dla Polonii, a Polonii pomogło dwóch ludzi. Prezydent Lech Kaczyński i Marek Jurek.

 

Co zrobił Lech Kaczyński dla Polonii?

 

Zorganizował dla Polonii pieniądze na podgrzewaną płytę. Dzięki temu zyskaliśmy licencję.

On kochał Polonię, on się za nią modlił. Kiedyś powiedział mi, że się za nią modli. Czasami też chodził ze mną po boisku. Jestem bardzo szczęśliwy, że miałem możliwość go poznać.

 

A co Polonia zawdzięcza Markowi Jurkowi?
 

To wspaniały człowiek, prawdziwy polonista. Marek Jurek pomógł nam zdobyć oświetlenie, dzwonił do ministerstwa i poprosił o pieniądze dla klubu.

 

Lech Kaczyński był jedynym prezydentem Warszawy, który był przyjazny Polonii?

 

Był jeszcze Wojciech Kozak, ale nie wszystko mu wyszło.

 

Jak poznał pan Jerzego Enegla?

 

Czterdzieści kilka lat temu, jak graliśmy mecz na Warszawiance, słyszałem, że ktoś za mną strasznie dużo mówi. Obejrzałem się i zobaczyłem drobnego blondyna. Zwróciłem mu uwagę i zapytałem skąd jest. Odpowiedział, że gra we Włocławku. Wkrótce potem pojechałem tam do niego, a stamtąd próbowałem ściągnąć go do Warszawy. Uważam, że jest fachowcem. Świetnym trenerem. Traktuję go jak swojego przyjaciela – właściwie, znamy się już pół wieku! Był bardzo popularny, jak wychodziliśmy na miasto, więcej ludzi rozpoznawało jego, niż mnie. Porządny człowiek.

 

Dlaczego Wojciechowskiemu czy Ranieckiemu nie udało się zbudować takiego klubu zdolnego sprawnie się rozwijać?

 

Największy sukces odniósł u nas Romanowski. Nie było kolejki sponsorów, którzy by się ubiegali o wsparcie dla nas. Kluby miały milionowe długi, a Polonia żadnego.

 

W okresie prezesury w PZPN Michała Listkiewicza, jednego w bardziej znanych kibiców Polonii, klub świetnie radził sobie w rozgrywkach, czy należy wiązać ze sobą te dwa fakty?

 

Michał miał dużo kłopotów przez Polonię. Samochód mu obtłukli. Zdarzały się przypadki wandalizmu. Dla mnie jest ważne, że nigdy się nie wyrzekł Polonii. Jego przyprowadził Makuś Łącz i powiedział: Słuchaj Jureczku, mam tu takiego chłopca, zaopiekuj się nim i ten Michał się kręcił tu na Konwiktorskiej, więcej przy koszykówce, no i tak ten Michałek rósł, i rósł, aż wyrósł na prezesa PZPN-u. Kiedy kończył karierę, to kończył ją tu, na Konwiktorskiej i powiedział takie słowa: Wychowałam się na piersi Piekarzewskiego.


Pomagał Polonii?

A co on mógł pomóc? Na pewno nie przeszkadzał, może powiedział komu trzeba dobre słowo. Zawsze o klubie wypowiadał się dobrze i ja mam dla niego dużo uznania, nie dlatego, że to mój wychowanek, ale dlatego, że to bardzo przyzwoity człowiek. Napisał kiedyś, że na Konwiktorskiej będzie dobrze, jak słońce z zachodu wzejdzie.


Uważa Pan, że budowa stadionu jest jedyną nadzieją dla Polonii? Stanie dzięki temu na nogi?

 

Myślę, że tak. To skutecznie przyciągnie kibiców. Posiadanie własnego obiektu jest bardzo ważne dla klubu, wtedy właśnie można liczyć coraz większą grupę fanów. A Polonia jest w cudownym miejscu, obok Starówki, obok Muranowa.

 

Jaki może być powód tego, że tak mało ludzi „choruje” na Polonię?

 

Bo to wszystko za długo trwa. Rośnie pokolenie, które już nie zna Polonii. Śmiejemy się, że o nas pamiętają już tylko Bródno i Powązki. Kiedyś była nie tylko Polonia, istniały inne kluby. Orzeł, Grochów, Warszawianka, Okęcie, Marymont, Drukarz i Hutnik i teraz wielu klubów już nie ma. Polonia miała cudownych bokserów, mistrzów Polski, kolarzy. Kiedy trener umarł, skończył się boks. Umarł Czerniak – nie ma kolarstwa. Umarł Poloski – nie ma tenisa. Koszykówka była potęgą. Umarł Stasiek Nowak i nie ma koszykówki. To jest bardzo przykre. Jeden człowiek umiera, a z nim cała sekcja.

 

Czy widzi Pan kogoś, kto mógłby kontynuować pańska pracę dla Polonii?

 

Ja jestem tylko honorowym prezesem, nie jestem na Polonii dla pieniędzy, zresztą nigdy ich tu nie szukałem. Ja traktuję Polonię jak własne dziecko. Wiem, że to musi być ktoś, to będzie traktować ten klub tak samo. Nigdy jej nie opuści i będzie o niej myślał dwadzieścia cztery godziny na dobę.

 

Miał Pan kiedyś chwilę zwątpienia?

 

Gdybym się jeszcze raz urodził, to nie wiem, czy bym oddał tyle Polonii, ile oddałem. Na ostatnim meczu kibice zachowywali się tak, że po prostu było mi przykro. Całe życie dla Polonii i doczekałem takich czasów, że serce boli.

 

A kiedy Polonia do Ekstraklasy wróci? Trzeba będzie 40 lat czekać?

 

Ja wprowadziłem Polonię do ekstraklasy po czterdziestu jeden latach. Za czterdzieści lat to nie będę już żył, więc trzeba się z tym awansem pośpieszyć.

fot. www.kspolonia.pl

 

KOMENTARZE

aktualności

REKLAMA
więcej z działu aktualności
REKLAMA

sport

więcej z działu sport

kultura i rozrywka

więcej z działu kultura i rozrywka

Drogi i Komunikacja

więcej z działu Drogi i Komunikacja

KONKURSY

więcej z działu KONKURSY

Sponsorowane

więcej z działu Sponsorowane

kulinaria

więcej z działu kulinaria

Zdrowie Kobieta Dziecko

więcej z działu Zdrowie Kobieta Dziecko