mobile
REKLAMA

Toruń niespodziewanie zwycięża

Polski Cukier grający zawężoną, siedmioosobową rotacją, pokonał faworyzowanego obrońcę tytułu z Zielonej Góry i zdobył Puchar Polski.

Adam Kutryba
Toruń niespodziewanie zwycięża

4 dni z koszykówką w Arenie Ursynów kończył najważniejszy akcent imprezy, czyli finałowe starcie o Puchar Polski pomiędzy Stelmetem Eneą, a Polskim Cukrem. W składach obu ekip nie było niespodzianek. Mimo, że pierwszy rzucający obrońca zielonogórzan, James Florence,  w poprzednich dwóch meczach zawodził i zdobył łącznie tylko 2 punkty, Andrej Urlep zaufał mu ponownie. Trener Mihevc również postawił na tradycyjną pierwszą piątkę. Zapowiadany przed meczem powrót Aarona Cela po kontuzji nie doszedł do skutku i miał być pewnie tylko formą psychicznego straszaka.

Dobra obrona dała torunianom wymarzony początek, wymuszając aż 8 strat w samej pierwszej kwarcie. Zielonogórzanie podawali piłkę do rąk przeciwników, deptali po linii bocznej, popełniali błędy kroków i nie byli w stanie oddać rzutu w ciągu 24 sekund. Dzięki temu rywale mieli szansę na zdobywanie punktów z kontry, z czego skrzętnie korzystał Diduszko i Wiśniewski, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie 16:9. Atak Polskiego Cukru również spisywał się bez zarzutu. Świetnie grał Cosey, gubiący krycie szybkimi zwodami i trafiający z dystansu. Jego skuteczność wymusiła większe zaangażowanie zielonogórzan w obronie. Wzmożona aktywność w utrudnianiu gry Amerykaninowi dawała jednak wolną drogę do kosza efektywnemu Sulimie. Dodatkowo formę z poprzedniego dnia turnieju zachował były gracz Stelmetu Enei Karol Gruszecki. Po jego dwutakcie przewaga torunian w drugiej kwarcie urosła do 19 punktów.

Oddelegowana na parkiet, rezerwowa piątka Stelmetu BC, również nie potrafiła sobie poradzić z szybko i zdecydowanie grającymi przeciwnikami. Znowu zawodził Edo Murić, jeden z nabytków mistrzów Polski, który dołączył do nich w trakcie sezonu. Tegoroczny tryumfator Eurobasketu nie zawsze potrafił wykonać ustalone zagrywki. Poza tym został zablokowany przez Diduszkę i popełnił kolejną, bardzo bolesną stratę. Fatalny obraz gry Stelmetu Enei w pierwszej połowie dopełnił Przemek Zamojski, który chciał podzielić się piłką z kolegą z zespołu, lecz wybrał najgorzej jak mógł, posyłając ją do swojego… trenera.

Trzecia kwarta w końcu przyniosła stabilizację w szeregach Stelmetu BC i wyrównaną grę. Co prawda zielonogórzanie nie zredukowali znacząco deficytu punktowego, lecz ograniczyli straty (tylko jedna w drugiej połowie!). Znowu przydatny okazał się Gecevičius, a lepiej niż dzień wcześniej prezentował się Dragicević. Andrej Urlep dalej nie miał wielu powodów do zadowolenia, lecz gra jego podopiecznych nie doprowadzała go już na skraj załamania nerwowego. Co innego decyzje sędziów. Po błędnej decyzji arbitra, która rozsierdziła zarówno kibiców z Zielonej Góry jak i Słoweńca, szkoleniowiec został ukarany przewinieniem technicznym.

W barwach torunian niesamowity mecz rozgrywał Glenn Cosey. 26-latek grał jak doświadczony weteran, dyrygując zespołem. Podejmował trafne decyzje z wielką pewnością siebie i mimo tego, że udawało mu się niemal wszystko, wymagał od siebie jeszcze więcej. Po wywalczonych rzutach wolnych miał pretensję do samego siebie, że nie zdobył punktów z faulem. Swoje rozczarowanie artykułował krzykami nienadającymi się do zacytowania, ale jego zdrowa ambicja wyszła mu na dobre i przełożyła się na zdobyte przez niego 27 punktów na koniec trzeciej kwarty.

Zawodnicy grali na 100% swoich możliwości. W jednej z akcji na parkiecie ursynowskiej hali wylądowali Sulima, Śnieg i szczególnie zmęczony Mokros. Gruszecki i Cosey praktycznie nie schodzili z boiska – obaj spędzili na nim ponad 38 minut, a w barwach Polskiego Cukru wystąpiło tylko siedmiu graczy. Wąska rotacja wpłynęła na osłabienie zespołu w ostatniej odsłonie spotkania. Na 8 minut przed końcem meczu Toruń prowadził 19 punktami. Skuteczne akcje Koszarka, Kelatiego oraz Gecevičiusa pozwoliły zielonogórzan odrobić 8 punktów z rzędu i zmusiły trenera Mihevca do wzięcia przerwy. Chwilę po niej kolejne wymierne efekty przyniosła obrona strefowa Stelmetu Enei. Jarosław Mokros rozgrywający świetne spotkanie znowu trafił za trzy, co na pewno podobało się siedzącemu na trybunach selekcjonerowi reprezentacji Polski Mike’owi Taylorowi.

Przewaga rorunian stopniała do niezbyt bezpiecznych 7 oczek. Tak skromna różnica i sędziowie pozwalający zawodnikom na wiele fizycznej gry, zagwarantowały spore emocje. Tych nie wytrzymał o dziwo najbardziej doświadczony Łukasz Koszarek, który po mało wyszukanym komentarzu skierowanym do arbitra otrzymał faul techniczny. Na 40 sekund przed końcem Stelmet Enea zmniejszył straty do czterech oczek, lecz musiał ryzykować szalonymi rzutami za trzy, żeby doprowadzić choćby do remisu. Szczęście jednak mu nie sprzyjało i Polski Cukier po ciekawym meczu dowiózł przewagę do końca, zostając zdobywcą Pucharu Polski 2018.

Adam Kutryba

KOMENTARZE

aktualności

REKLAMA
więcej z działu aktualności
REKLAMA

sport

więcej z działu sport

kultura i rozrywka

więcej z działu kultura i rozrywka

Drogi i Komunikacja

więcej z działu Drogi i Komunikacja

KONKURSY

więcej z działu KONKURSY

Sponsorowane

więcej z działu Sponsorowane

kulinaria

więcej z działu kulinaria

Zdrowie Kobieta Dziecko

więcej z działu Zdrowie Kobieta Dziecko