„Reagujmy!” - apeluje Mariusz Liżewski ze Straży Miejskiej w Warszawie w rozmowie o osobach znajdujących się w kryzysie bezdomności
Starszy Inspektor, Mariusz Liżewski z warszawskiej Straży Miejskiej, w rozmowie z nami opowiada o swojej pracy przy interwencjach w terenie, udzielaniu pierwszej pomocy i kryzysowych sytuacjach, w których znajdują się osoby bezdomne. Dzieli się również poruszającymi historiami z patroli oraz o systemowej pomocy, która daje szansę takim osobom wyjść na prostą. Ze st. insp. Mariuszem Liżewskim rozmawia Julia Mendyk.
Julia Mendyk: Czy w trakcie pracy miał Pan moment, w którym uświadomił sobie, jak istotne jest wspieranie osób bezdomnych przez strażników miejskich?
St. insp. Mariusz Liżewski: Tak oczywiście. Zdałem sobie sprawę, że my jako strażnicy miejscy, w pewien sposób możemy tym ludziom ulżyć w ich, jak ja to nazywam „nieludzkim życiu”.
A pamięta Pan konkretną sytuację, kiedy Pan sobie zdał z tego sprawę?
Chyba na Bardowskiego. Interwencji było już tak wiele, że sam nie potrafię ich policzyć. To nie jest tak, że wszystko załatwia jedna interwencja - czasem potrzeba trzech, czterech, a nawet pięciu. Dopiero wtedy można wyciągnąć wniosek, że naprawdę ta pomoc jest niezbędna i że robi się coś wartościowego, a nie tylko przechodzi obok, patrzy i idzie dalej.
W takim razie, jak często zdarzają się takie interwencje u osób bezdomnych?
Kiedy jesteśmy w pracy, prawie codziennie mamy kontakt z osobami bezdomnymi. Codziennie sprawdzamy nasze statystyki – to jest kilkadziesiąt zgłoszeń dziennie.
Jak najczęściej trafiają do Was takie zgłoszenia - telefonicznie czy w inny sposób?
Tak, większość zgłoszeń pochodzi od mieszkańców, ale także od Zarządu Transportu Miejskiego, kierowców autobusów i tramwajów, którzy zgłaszają, że osoby bezdomne śpią, przebywają lub zanieczyszczają komunikację miejską. Zarządcy budynków także często zgłaszają, że osoby bezdomne śpią lub przebywają w miejscach takich jak klatki schodowe czy piwnice, starając się tam przetrwać w miarę bezpiecznie, szukając ucieczki od ulicy.
Czy funkcjonariusze mają specjalne wytyczne lub procedury dotyczące kontaktu z osobami bezdomnymi?
To nie kwestia procedur ani formalnych zasad. Do każdej osoby w sytuacji bezdomności trzeba po prostu dotrzeć, bo są to ludzie zamknięci w sobie, trochę odsunięci od społeczeństwa. Nie mają zaufania do munduru. Jeśli nie zdobędziemy ich zaufania za pierwszym, drugim czy trzecim razem – nie powiedzą nic i nie będzie można im pomóc. Jako funkcjonariusze musimy też dostosować się do ich języka, zachowań i sposobu bycia. Ja nie mogę mówić do nich urzędowym tonem, bo nie będą chcieli ze mną rozmawiać. Nie powiem im „Dzień dobry, jak się Pan czuje”. Musimy przejść na „Ty”, bo inaczej nie dotrzemy do nich i nie zdobędziemy ich zaufania.
Jak wygląda dalsze działanie strażników, gdy nie udaje się zyskać zaufania tej osoby?
W takiej sytuacji trzeba do tej osoby podejść wielokrotnie - drugi, trzeci raz, aż w pewnym momencie dojdzie ona do wniosku, że to, co jej oferujemy warto przyjąć, bo dzięki temu życie staje się łatwiejsze. Znam przypadki, kiedy ludzie wychodzili z bezdomności, dostawali mieszkania treningowe na pół roku, a potem wychodzili na prostą, znajdowali pracę, wynajmowali własny pokój i układali swoje życie.
Czyli zdarzają się sytuację, że osoby w kryzysie bezdomności wychodzą na prostą?
Często się zdarza, ale dla nich to jest trudne. To jest zderzenie z nową rzeczywistością - trzeba wstać, ubrać się, pracować i płacić rachunki. Mimo to, niektórym się udaje stanąć na nogi.
A często zdarzają się sytuacje, kiedy osoba bezdomna się awanturuje?
Ja spotkałem tylko jedną, która się awanturowała. Wszyscy są raczej spokojni. Kiedy widzą mundur, chyba zdają sobie sprawę, że mamy jakiś wpływ na sytuację. Mamy swoje prawa i obowiązki. Nie dyskutują, bo tak naprawdę nie mają czym. Co im da obrażanie strażnika, krzyczenie czy wyzywanie? Nic.
To ciekawe, bo często osoby bezdomne kojarzone są z alkoholem, a alkohol z agresją.
Powiem szczerze, że z tym nie ma takiego problemu. Dla zwykłych ludzi taki bezdomny to tylko: „ooo, pewnie pijak” i machają ręką, nie zastanawiając się, że ta osoba mogła mieć całe życie - firmę, majątek, rodzinę, a nagle wszystko się zawaliło, zachorowała i nie dała sobie rady. To wcale nie oznacza, że jest gorszym człowiekiem. Wbrew pozorom, osoby bezdomne, jeśli chcą poprawy, nie mają problemu z wyjściem z nałogu.
No właśnie, a zna Pan jakieś osobiste historie osób, które stały się bezdomne i wie Pan, co było tego przyczyną?
Jeden człowiek miał firmę, prosperował, ale rozstał się z żoną - poszła do innego mężczyzny. On zaczął pić, zaczęły się problemy z firmą. Firma upadła, zabrano mu majątek i w końcu skończył na ulicy. Prosta droga.
A jak to wygląda pod względem płci - większość osób bezdomnych to mężczyźni?
Tak, kobiety się zdarzają, ale dużo, dużo rzadziej. Powiedzmy, że to około dwadzieścia procent wszystkich osób bezdomnych. Chyba są bardziej odporne niż mężczyźni - coś w tym jest. Wiele przypadków jest takich, że człowiek na przykład wyprowadził się od żony, bo nie mógł już wytrzymać. Stwierdził, że woli być bezdomnym.
To już chyba skrajny przypadek.
Nie, dlaczego? Proste historie. Ja tego nie oceniam. To był ich wybór życiowy. Zrobiłeś tak, a nie inaczej, ale teraz skupiamy się na tym, jak pomóc wyjść ci z tej sytuacji. Nie chodzi o ocenianie: „Dlaczego tak zrobiłeś?” albo „Źle postąpiłeś”. My nie oceniamy.
Co najbardziej motywuje do pomocy takim ludziom?
Jak uda się wyprowadzić człowieka na prostą. To naprawdę jest spełnienie marzeń. Widzisz, że ktoś, kto wcześniej mieszkał w altanie, nagle dostaje mieszkanie treningowe na pół roku i zaczyna układać swoje życie. Super! Chyba nie ma nic lepszego.
Jakie interwencje najbardziej utkwiły Panu w pamięci?
Pamięta się te rzeczy, które były tydzień, dwa, miesiąc temu. Potem się o nich zapomina i idzie się dalej. Gdyby człowiek pamiętał wszystko i wszystkie złe rzeczy to nie dałby sobie rady.
Ale są pewnie w Pana głowie także dobre momenty, które wydarzyły się podczas interwencji.
Podczas patrolu mieliśmy sytuację, kiedy prognozy zapowiadały -20 stopni na dworze. Spotkaliśmy dwóch Panów w przepuście wodnym, którzy powiedzieli nam, że nie mają nic ciepłego. Najbliższy dworzec był jakieś dwa kilometry od tego miejsca, żeby się ogrzać. Zdecydowaliśmy się więc, że kupimy im małą kuchenkę turystyczną z kartuszami gazowymi, żeby mogli sobie coś podgrzać – herbatę, wodę czy zupę. Panowie byli szczęśliwi, mogli się ogrzać w nocy.
Zima to trudny czas dla osób bezdomnych, rusza więc akcja „Trochę ciepła dla bezdomnego”. Czy w ramach tej akcji prowadzone są jakieś dodatkowe działania?
To nie jest tylko przywiezienie ciepłego posiłku, wydanie kilku kromek chleba i wyjście. Podczas takich spotkań staramy się przekonać osobę bezdomną, że da radę wyjść z trudnej sytuacji. Mówimy, że może spać w ciepłym łóżku, założyć nowe ubrania, umyć się, ogolić, że to wszystko jest możliwe i że my jej w tym pomożemy.
Co w przypadkach, kiedy spotykacie osobę bezdomną, która potrzebuje pomocy medycznej?
Istnieje coś takiego jak Uliczny Patrol Medyczny. Dwóch ratowników zabiera radiowóz, torbę ratowniczą i jedzie sprawdzać miejsca, w których przebywają osoby bezdomne. Jeśli komuś trzeba pomóc, a jak mówię, najczęściej są to osoby schorowane, z ranami, owrzodzeniami, czasem ze świerzbem, praktycznie z wszystkim, co wynika z braku higieny – my staramy się im pomóc.
Na czym polega ta pomoc?
Ratownicy udzielają pierwszej pomocy medycznej bezdomnym. To może być zmiana opaski, nałożenie nowej maści na trudno gojące się rany, diagnozowanie schorzeń, które wymagają leczenia szpitalnego, czy skierowanie ich do przychodni „Jesteśmy nadzieją”, gdzie lekarze chcą pomagać takim osobom.
A co, jeśli to jakiś cięższy przypadek?
Jeżeli my jako ratownicy, nie jesteśmy w stanie sobie poradzić, bo mamy jednak ograniczone kompetencje, wzywamy karetkę. Karetka zabiera taką osobę na SOR, gdzie lekarz udziela jej potrzebnej pomocy. I tak działamy - jeździmy, szukamy i w wielu przypadkach udaje się znaleźć osoby, które wymagają pomocy.
Ma Pan w głowie jakąś szczególną interwencję z Ulicznego Patrolu Medycznego?
Chyba rok, może dwa lata temu, zauważyłem kobietę, około dwudziestu–trzydziestu lat - bezdomną, która chciała skończyć ze sobą. Dwa razy leżała w śniegu, żeby doprowadzić się do hipotermii. Potem próbowała zatrzymać samochód na ulicy, aby ktoś jej pomógł - nikt się nie zatrzymał. Klęczała i wyła do nieba. Ja się zatrzymałem. Podnieśliśmy ją i zapytaliśmy, co się stało. Powiedziała, że ma dosyć. Była kompletnie przemoczona. Nie radziła sobie ze sobą i ze swoimi myślami. Udało się ją odgrzać.
Co się wydarzyło później?
Wezwaliśmy karetkę. Przyjechała, ale okazało się, że kobieta nie kwalifikuje się do szpitala. Stała, chodziła, mówiła, nie miała żadnych złamań. Jednak w pewnym momencie ratownik medyczny powiedział „Ja cię pamiętam, zapraszam do karetki”. Okazało się, że to był już drugi raz, kiedy pojawiła się na Dworcu Wschodnim, żeby odebrać sobie życie i ratownicy kojarzyli ją. Została zabrana do szpitala na badania.
Do takiej pracy trzeba mieć silną psychikę.
To jest nasza praca. Jeżeli zostawimy tego człowieka dzisiaj, to znajdziemy go jutro, ktoś inny pojutrze. Ale nie o to chodzi, żeby po dwunastu godzinach znaleźć go nieżywego. My pracujemy po to, żeby mógł wyjść na prostą i normalnie żyć.
Jakie działania może podjąć społeczeństwo, aby pomóc bezdomnym?
Telefon pod 986 lub 112 i zgłoszenie się do nas. Systemowa pomoc jest ważna, nie doraźna - dam bułkę, kanapkę czy zupę. To nie rozwiąże problemu. Bezdomny zostanie wtedy w tym samym miejscu, bo będzie na tę zupę czekał. Zawsze powtarzam: nie dajemy ryby, dajemy wędkę.
Czy ma Pan jakąś myśl w związku z pomocą osobom bezdomnym, którą chciałby Pan przekazać społeczeństwu?
Jedyną, jedyną – REAGOWAĆ. My nie jesteśmy wszędzie. Nie jesteśmy w stanie do wszystkich osób bezdomnych dotrzeć. Dlatego proszę, aby społeczeństwo reagowało i informowało nas, a my postaramy się takiej osobie pomóc.
fot. freepik

















![[Rozwiązanie konkursu] Wygraj dwuosobowe zaproszenie na spektakl „Kiedy kota nie ma...” w Teatrze Capitol](/uploads/artykuly/zdjecie/k_280x150/617b5d8494693a51b7177fcd81f8b7a6732a16b9.jpeg)
![[Rozwiązanie konkursu] "Królestwa” w teatrze Guliwer. Wygraj wejściówki](/uploads/artykuly/zdjecie/k_280x150/c0a11177299647a0b33804552a3034ee69d6ac5e.png)
![[KONKURS] Wygraj dwuosobowe zaproszenie na spektakl „Kiedy kota nie ma...” w Teatrze Capitol](/uploads/artykuly/zdjecie/k_280x150/4825147c3d89655a2314d4eb4fdadee5b55d2cdd.jpeg)
![[KONKURS] Spektakl "Królestwa” w teatrze Guliwer. Wygraj wejściówki](/uploads/artykuly/zdjecie/k_280x150/d4724544acba293893d5061cf1d41f483cff089e.png)















