mobile
REKLAMA

Efektowny powrót na Bemowo, zabrakło tylko zwycięstwa

Po kilku miesiącach przerwy koszykarze Legii wrócili do gry w hali przy ul. Obrońców Tobruku 40, gdzie we wspomnianym czasie trwałą rozbudowa obiektu. Mogąca pomieścić obecnie 1416 widzów arena wypełniła się po brzegi gorąco kibicując warszawskiemu zespołowi.

Redakcja
Efektowny powrót na Bemowo, zabrakło tylko zwycięstwa

Już na samym początku meczu kibice zasypali parkiet serpentynami, których uprzątnięcie zajęło kilka minut. Po  powrocie do gry na niepodzielnie na boisku panowali zielonogórzanie, którzy objęli prowadzenie 12:0. Niemoc Legii przełamał Keanu Pinder, po kilkudziesięciu sekundach z dystansu przymierzył Mariusz Konopatzki niwelując tym samym przewagę rywali. Z każdą minutą legioniści wyglądali lepiej, ale to zielonogórzanie zwyciężyli w pierwszej kwarcie 26:19.

Warszawianie szli za ciosem – po efektownych zagraniach Jakuba Nizioła – wsadzie i celnej „trójce”, tablica wyników wskazywała już tylko cztery punkty przewagi Stelmetu. W ekwilibrystyczny sposób skutecznie pod kosz wdarł się Kahlil Dukes i słabszą serię swojego zespołu przerwą na żądanie próbował odmienić trener Żan Tabak. W połowie drugiej kwarty Legia objęła pierwsze w tym meczu prowadzenie, mecz wyrównał się, goście nie mieli odpowiedzi na sprytną grę Legii. Jak zwykle pełne zaangażowanie Mariusz Konopatzkiego przyniosło wiele korzyści stołecznej ekipie. Prowadzenie przechodziło z rąk do rąk, ale w końcówce pierwszej połowy efektywny Ivica Radić zapewnił swojemu zespołowi kilkupunktowe prowadzenie i na przerwę Stelmet schodził prowadząc 48:43.

Waleczni Zieloni Kanonierzy tuż po otrzymaniu wskazówek od trenera Tane Spaseva ruszyli do ataku z nową energią. Po czterech minutach gry w trzeciej kwarcie, rzuty wolne Michała Michalaka pozwoliły warszawianom odzyskać prowadzenie. Zielonogórzanie szybko opanowali jednak boiskową sytuację i dwiema „trójkami” z rzędu chwilowo zmniejszyli entuzjazm legionistów. Ci jednak absolutnie nie zamierzali się poddawać i bardzo szybko, za sprawą punktów Michała Michalaka raz jeszcze dogonili rywali. „Nie poddawaj się Legio Warszawa” zaintonował komplet widzów w hali OSiR Bemowo. Podopieczni trenera Tane Spaseva dawali z siebie wszystko. Poświęcenie  skutkowało korzystnym wynikiem – rzuty wolne na punkty zamienił Jakub Nizioł i to Legia prowadziła 73:70 na nieco ponad minutę przed upływem trzeciej kwarty meczu. Dwa „oczka” Milana Milovanovicia ustaliły wynik po 30 minutach gry – gospodarze prowadzili 75:70.

Decydującą kwartę lepiej zaczęli goście. Aż 13:4 w tej części meczu prowadził Stelmet na nieco ponad cztery minuty przed końcową syreną. Zatracili skuteczność legioniści – piłka wypadała z kosza w sytuacjach, gdy wydawało się, że za chwilę zespół powiększy swój dorobek punktowy. Stelmet karcił rywala celnymi rzutami z dystansu na co odpowiedział jedynie Kahlil Dukes. To wszystko co mogli zrobić warszawianie. Goście rozstrzygnęli końcówkę na swoją korzyść i zwyciężyli 97:89.

Legia Warszawa – Stelmet Enea BC Zielona Góra 89:97 (19:26, 24:22, 32:24, 14:25)

Legia: Milan Milovanović 22, Michał Michalak 20, Kahlil Dukes 13, Jakub Nizioł 11, Sebastian Kowalczyk 6, Keanu Pinder 4, Adam Linowski 0, Przemysław Kuźkow 0, Filip Matczak -, Patryk Nowerski -, Jakub Sadowski -.

Trener: Tane Spasev, as. Marek Zapałowski

Stelmet: Jarosław Zyskowski 29, Łukasz Koszarek 20, Ivica Radić 19, Tony Meier 11, Ludvig Hakanson 10, Joe Thomasson 4, George King 2, Marcel Ponitka 2, Przemysław Zamojski 0, Mikołaj Witliński 0, Kacper Traczyk -, Kacper Mąkowski -.

Trener: Żan Tabak, as. Mariusz Niedbalski, Arkadiusz Miłoszewski

KOMENTARZE

aktualności

REKLAMA
więcej z działu aktualności

sport

więcej z działu sport

kultura i rozrywka

więcej z działu kultura i rozrywka

Drogi i Komunikacja

więcej z działu Drogi i Komunikacja

KONKURSY

więcej z działu KONKURSY

Sponsorowane

więcej z działu Sponsorowane

kulinaria

więcej z działu kulinaria

Zdrowie i Uroda

więcej z działu Zdrowie i Uroda