[Recenzja] Projekt Hail Mary – adaptacja powieści Andy’ego Weira
20 marca do polskich kin trafiła ekranizacja powieści Andy’ego Weira – Projekt Hail Mary. Jest to film science fiction – choć osadzony w kosmicznych realiach, można odebrać jako ambitne kino familijne. „Projekt Zdrowaś Mario” (polski tytuł produkcji) to film, który potrafi jednocześnie zachwycić, wzruszyć i rozbawić. Jeśli myślisz, że idąc na ten film do kina zobaczysz typowe sci-fi – to jesteś w błędzie
Projekt Hail Mary to adaptacja powieści Andy’ego Weira, w reżyserii Phila Lorda i Chrisa Millera. Z jednej strony ta ekranizacja to prawdziwe science fiction – z podróżami kosmicznymi, kontaktem z obcą cywilizacją czy katastrofą zagrażającą Ziemi. Z drugiej – opowieść silnie osadzona w emocjach, czuła i wzruszająca, skupiona na relacjach międzyludzkich, albo i nie do końca ludzkich. Film umiejętnie łączy te dwa światy, tworząc spójną, angażującą historię, która trafia nie tylko do fanów sci-fi, ale i do miłośników dobrego kina.
Ryan Gosling wysłany w kosmos
Ryland Grace (Ryan Gosling) nauczyciel nauk ścisłych budzi się samotnie na statku kosmicznym, lata świetlne od Ziemi. Nie pamięta ani kim jest, ani jak się tam znalazł. Z czasem odzyskuje pamięć i uświadamia sobie, że uczestniczy w misji, od której zależy przyszłość całej planety. Jako naukowiec musi zmierzyć się z zagadką zagrażającą istnieniu Słońca, korzystając wyłącznie z wiedzy i sprytu. Ta pozornie samotna podróż szybko jednak przestaje taka być – i wtedy okazuje się, że ratowanie świata wcale nie jest najważniejsze.
Przyjaźń ponad wszystko
W pewnym momencie na pierwszy plan wchodzi ktoś zupełnie nieoczekiwany – Rocky, czyli… skała z nogami, która podobnie jak Ryland musi uratować swoją planetę. I właśnie wtedy film zmienia się w coś więcej niż kolejne sci-fi o końcu świata.
Relacja Grace’a i Rocky’ego staje się sercem całej historii. To spotkanie dwóch istot z kompletnie różnych światów, które mimo barier biologicznych i komunikacyjnych uczą się siebie nawzajem, współpracują i zaczynają sobie ufać. Nie chodzi tu już tylko o misję, ale o coś dużo bardziej uniwersalnego – o prawdziwą przyjaźń.
Jednym z najbardziej poruszających momentów jest to, jak Grace tworzy specjalny „słownik”, żeby móc porozumieć się z Rockym. Niby drobiazg, a jednak chwyta za serce. Takich scen jest więcej i trudno pozostać wobec nich obojętnym. Ten film potrafi autentycznie wzruszyć, momentami nawet do łez.
Pojawia się też motyw poświęcenia – obaj bohaterowie są gotowi ryzykować dla siebie nawzajem. I właśnie w tych chwilach najmocniej widać, jak silna i szczera relacja się zbudowała między głównymi bohaterami.
Nie zabrakło humoru
Choć stawką jest los całej planety i gasnące słońce, film często łapie dystans i pozwala widzowi odetchnąć. Humor wynika głównie z samego Grace’a – jego nieporadności, autoironii i tego, jak próbuje naukowo ogarniać totalnie absurdalne sytuacje.
Sporo zabawy dają też jego „rozmowy” z Rockym. Bo trudno nie uśmiechnąć się, kiedy naukowiec prowadzi dialog z kosmicznym… kamieniem.
Kosmiczna skala realizacji
Pod względem realizacyjnym film robi naprawdę duże wrażenie. W Projekcie Hail Mary kosmos jest monumentalny, ale jednocześnie pełen detali.
Jak przyznali twórcy filmu, praktycznie wcale nie korzystali z green screenu. budowali fizyczne scenografie i pracowali z realistycznym światłem. Dzięki temu wnętrza statku kosmicznego nie wyglądają jak cyfrowa wydmuszka, tylko jak miejsce, w którym faktycznie można by utknąć na lata świetlne od domu.
Efekty specjalnie, jak na film science fiction przystało – robią swoje, Ale co ważne, nie przyćmiewają historii i przekazu filmu. I choć mamy tu sceny naprawdę spektakularne, pełne koloru – statki kosmiczne, wybuchy czy komos, to film potrafi skupić się także na emocjach. Jest idealnie wyważony.
Nietypowe science fiction
Projekt Hail Mary to coś więcej niż kolejne widowiskowe science fiction. To dobrze wyważona historia, która łączy kosmiczny rozmach z kameralną opowieścią o relacji i zaufaniu. Film potrafi jednocześnie rozbawić, wzruszyć i trzymać w napięciu, a jego największą siłą jest autentyczna, poruszająca więź między bohaterami. To propozycja, która trafi nie tylko do fanów gatunku, ale do każdego, kto szuka w kinie emocji i dobrej historii.
fot. freepik



![[Recenzja] Projekt Hail Mary – adaptacja powieści Andy’ego Weira](/uploads/artykuly/zdjecie/k_280x150/7240b1e49785c4d69aeedfbcf65bd439232afae9.jpeg)
















![[KONKURS] Świętuj z nami Światowy Dzień Książki i wygraj książkową niespodziankę](/uploads/artykuly/zdjecie/k_280x150/23cd0e987135141bbd4fe12fbfa88745421790ac.jpeg)
![[Rozwiązanie konkursu] Wygraj wejściówki na spektakl "Przekręt (nie) doskonały. Kto widział Pannę Flint?" w Scenie Metro](/uploads/artykuly/zdjecie/k_280x150/30aebe7f831e19f22dd84b53a78c5ae6ca49ccc7.jpeg)
![[Rozwiązanie konkursu] Wygraj dobrą książkę](/uploads/artykuly/zdjecie/k_280x150/6f50cda6bdd00ea6de42fea32aa434b94a225901.jpeg)
![[Konkurs] Wygraj wejściówki na spektakl "Przekręt (nie) doskonały. Kto widział Pannę Flint?" w Scenie Metro](/uploads/artykuly/zdjecie/k_280x150/b8148235a005d9e9699a0ab3c645f9e18aa3cf08.jpeg)















