Legia rozgryzła Twarde Pierniki. Wygrana Zielonych Kanonierów w Toruniu
Kolejne dobre spotkanie w Orlen Basket Lidze rozegrali koszykarze stołecznej Legii. Zieloni Kanonierzy tym razem na wyjeździe okazali się lepsi od Twardych Pierników.

Początek spotkania w Toruniu zdecydowanie należał do gospodarzy. Wynik meczu otworzył Viktor Gaddefors, a następnie dwukrotnie skutecznie zapunktował Divine Myles. Po trzech minutach gry Twarde Pierniki prowadziły już 6:0. Legioniści długo nie mogli odnaleźć rytmu, ale przełamanie przyniósł Andrzej Pluta, który zdobył pierwsze punkty dla warszawskiego zespołu po akcji 2+1. Niestety, gospodarze natychmiast odpowiedzieli i powiększyli swoją przewagę do dziewięciu punktów (12:3), co zmusiło trenera Legii, Heiko Rannulę, do wzięcia pierwszego czasu. Po przerwie Legia ruszyła do odrabiania strat. Najpierw Pluta trafił za trzy, a chwilę później Kameron McGusty w efektownym stylu zakończył akcję 2+1. Przewaga gospodarzy stopniała do zaledwie trzech punktów. Kolejne minuty to wyrównana gra, z akcjami punkt za punkt. W końcu pomylił się zespół z Torunia, a Legia to wykorzystała – Dominik Grudziński trafił z dystansu, zmniejszając różnicę do jednego punktu. Trener gospodarzy, Jarosław Zawadka, poprosił o przerwę, widząc rosnącą pewność siebie warszawian. Ostatnie słowo w pierwszej kwarcie należało jednak do gospodarzy – Barret Benson trafił za dwa, ustalając wynik tej odsłony na 20:17.
Drugą kwartę Legia rozpoczęła z dużą energią i szybko przejęła inicjatywę. Dzięki punktom Aleksy Radanova, Michała Kolendy oraz Maksymiliana Wilczka warszawianie po raz pierwszy w tym spotkaniu objęli prowadzenie, wychodząc na trzypunktowe prowadzenie. W kolejnych minutach gra toczyła się punkt za punkt, jednak kluczowy moment przyszedł po celnym rzucie za trzy Ojārsa Siliņša, który wyprowadził Legię na sześciopunktowe prowadzenie (35:29). Trener Twardych Pierników, widząc rosnącą przewagę gości, poprosił o czas. Przerwa nie przyniosła oczekiwanego przełamania dla gospodarzy. Legioniści kontynuowali dobrą grę – po skutecznych akcjach Kamerona McGusty'ego oraz Mate Vucicia przewaga Legii wzrosła do dziesięciu punktów. Choć przez chwilę obie strony wymieniały się punktami, to w końcówce kwarty znów dominowali warszawianie. Aleksa Radanov trafił z dystansu, wyprowadzając swój zespół na najwyższe dotąd, piętnastopunktowe prowadzenie – 49:34. Ostatnie słowo w tej połowie należało jednak do gospodarzy – były zawodnik Legii, Grzegorz Kamiński, trafił zza łuku, zmniejszając nieco stratę drużyny z Torunia. Po dwóch kwartach Legia Warszawa prowadziła w Toruniu 53:39.
Po bardzo udanej drugiej kwarcie w wykonaniu Legii, trzecia odsłona meczu rozpoczęła się pod znakiem odrabiania strat przez gospodarzy. Najpierw celnie za trzy trafił Michael Ertel, a chwilę później skuteczną akcję wykończył Myles, zmniejszając przewagę Legii do dziewięciu punktów. Twarde Pierniki złapały rytm i dzięki dobrej grze duetu Ertel–Myles zdołały odrobić większość strat. Na pięć minut przed końcem trzeciej kwarty przewaga Legii stopniała do zaledwie trzech oczek (61:58), co skłoniło trenera Heiko Rannulę do wzięcia czasu. Po przerwie oglądaliśmy wymianę ciosów z obu stron. Dla Legii punktowali Keifer Sykes i Ojārs Siliņš, a po stronie Torunian skutecznie odpowiadali Viktor Gaddefors i Grzegorz Kamiński. Na tablicy wyników widniał rezultat 66:62 dla Legii. Ostatnia akcja kwarty mogła przynieść gospodarzom remis, jednak Abdul Abu trafił tylko jeden z dwóch rzutów osobistych. Po trzech kwartach Legia Warszawa prowadziła w Toruniu minimalnie – 66:65.
Decydującą kwartę znakomicie rozpoczęli goście ze stolicy. Michał Kolenda trafił zza łuku, a chwilę później Andrzej Pluta skuteczną indywidualną akcją wyprowadził stołeczny zespół na sześciopunktowe prowadzenie (71:65). Reakcja trenera gospodarzy była natychmiastowa – czas dla Twardych Pierników. Legioniści jednak nie zwalniali tempa. Kameron McGusty popisał się dwiema udanymi akcjami z rzędu i Legia prowadziła już 75:67, odzyskując kontrolę nad meczem. W pewnym momencie ostatniej kwarty doszło do nietypowej sytuacji – w toruńskiej hali zgasło światło, co wymusiło krótką przerwę w grze. Ta przerwa wyraźnie podziałała na korzyść gospodarzy – po wznowieniu gry Michael Ertel trafił, zmniejszając straty do pięciu punktów. Mimo to Legia nie pozwoliła na zbyt wiele – znów zaczęła trafiać i powiększyła swoją przewagę do siedmiu punktów. Na minutę przed końcem meczu wynik brzmiał 88:81 dla Legii. Końcówka przyniosła jednak sporo nerwów. Dwie szybkie straty warszawian bezlitośnie wykorzystali Viktor Gaddefors i Myles, dzięki czemu gospodarze zbliżyli się na zaledwie trzy punkty. Trener Heiko Rannula zareagował natychmiast, prosząc o czas. Po przerwie faulowany został McGusty, który pewnie wykorzystał oba rzuty wolne. Przy stanie 90:85 dla Legii i trzydziestu sekundach do końca o czas poprosił jeszcze trener gospodarzy, ale to legioniści byli górą w końcówce. Ostatecznie to Legia punktowała w ostatnich sekundach i przypieczętowała zwycięstwo 93:85 w Toruniu.
Arriva Polski Cukier Toruń – Legia Warszawa 85:93 (20:17, 19:36, 26:13, 20:27)
Składy:
Arriva Polski Cukier Toruń: Michael Ertel, Divine Myles, Viktor Gaddefors, Barret Benson, Grzegorz Kamiński, Abdul Malik Abu, Dominik Wilczek, Bartosz Diduszko, Paweł Sowiński, Ignacy Grochowski, Hubert Lipiński -, Hubert Prokopowicz -.
Legia Warszawa: Kameron McGusty, Michał Kolenda, Andrzej Pluta, Dominik Grudziński, Mate Vucić, Ojārs Siliņš, Aleksa Radanov, Keifer Sykes, Maksymilian Wilczek, E.J. Onu.
/Marcin Kalicki/
Fot.Maciej Gronau/Legiakosz